ciągle nie wiem co dalej. tym, że kręcę się w kółko i nie zrobiłam ani jednego kroku wprzód. a może to jest moja rola? nie każdy musi iść. są miejsca, z których się czuwa, może ja należę do jednego z nich? może nie jest mi dany domek z ogrodem i jabłoniami, ale cztery ściany i szare okno na błękitne niebo. może taki mały skrawek piekła. może powinnam go wybrać po to, żeby przybliżyć niebo tym, których kocham i całej reszcie. może powinnam zrezygnować z siebie? coraz bardziej chodzi mi to po głowie. coraz częściej się na tym łapię.
jaka jest moja droga?