7 lutego 2011

kaloryfery

znowu wiem. albo znowu nie wiem. tak. nie wiem. tylko czego? tego co standardowo ma sie w pakiecie. tyle że po co to komu, jeżeli i tak część tego nie ma. nie ma niczego. ani pakietu, ani super gratisu. nawet podstawowa wersja jest okrojona z wszelkich opcji. jest tylko kadłub. no tak. dobra rzeźba to taka, którą się zrzuci ze schodów, wtedy to co odpadnie to wiadomo że było zbędne. zostanie sedno. nigdzie na dłużej... i czaszka na obrazie przypomina mi psa...mojego Psa. psa o imieniu Pies. co innego gdyby był kotem. kim jesteś? jeżeli twoim imieniem jest słowo Człowiek. odważysz się siebie tak nazwać? ja się chyba boję... no bo człowiek to kto?

kołysz mnie.chce widzieć jak ci zależy. jak drżysz na myśl że któregoś dnia się obudzisz, zadzwonisz, zostawisz wiadomość na którą nie odpowiem. już nie odpowiem. może wolę nie wiedzieć? dopowiadać sobie resztę historii, być tylko w razie potrzeby. w razie pożaru zbić szybkę. w razie śmierci spalić most. w chwili smutku spalić szluga. kołysz mnie, chcę czuć twoją obecność. potrzebuję tego. potrzebuję jak dawno niczego. jak wrzątku którym karmię się nocami. w niczym na dłużej... żadnej myśli rozwinąć. o niczym nie myśleć. nie skupić się na fakcie. nie być. może to jest jakiś plan? tak, plan, tyś widział smoka... ja widziałam, ale nie był tak przewidywalny na jakiego wyglądał na zdjęciach. nie chciał dać mi tego czego od niego żądałam. tego czym się reklamował. nie dał ciepła. dał śliskość powierzchni. to sie musiało stać no bo przeciez jakby cokolwiek mogło pójśc tak jakbym tego chciała....chociaz troszkę....troszkę podobnie do tego co wyśniłam w cale nie śniąc. bo śnił mi się zamek i tiule, rubiny w kryształowych kieliszkach i czerwone wino na obrusie.

chce mi się wymiotować mną. dziękuję.