no stało się, skończyły się próby, ubrałam się na biało i weszłam na scenę razem ze wszystkimi członkami chóru. pierwsza myśl: nic nie pamiętam. nie mogłam przypomnieć sobie ani jednego tytułu piosenki, ani jednego słowa, dźwięku, nic. orkiestra zagrała Siutę Rzeszowską, Lidka z Tamarą trwały w gotowości, a ja nie miałam pojęcia do czego to wstęp. w końcu otworzyłam usta a dźwięki same popłynęły. to było coś niesamowitego, dopiero słuchając siebie dowiadywałam się o czym śpiewam. cały koncert zlał mi się w jedną pieśń, modliłam się, opanowywałam łzy, zaraz po tym śmiałam się i było mi tam tak dobrze...ze smutkiem schodziłam ze sceny potykając się na schodach o własne nogi. wszystko się skończyło. to piękne wspomnienie. spieszenia się na próby, ćwiczenia przed przesłuchaniem, wcinania żurku i bigosu na prowizorycznym stole, już tęsknię za Wami, w harrypotterrowych kubraczkach :* i za Wami, którym machałam ze sceny:) patrzyłam za Wami, ale musiałam Was zgubić gdy poszłyście się bawić :D dobrze mi się śpiewało wiedząc, że jesteście i patrzycie na mnie :)
DOM. to miłe ze strony Woli Bożej że wysyła mnie na stopnie, których się od zawsze bałam dopiero teraz, kiedy mam już jakieśtam doświadczenie. generalnie jestem bardzo zadowolona :d zawsze to jakaś odmiana :)
moje życie jest jak klocki w tetrisie, czasem muszę długo czekać na odpowiedni element, ale jeśli wytrzymam wszystko układa się idealnie. a może jak puzzle? czasem długo szukam odpowiedzi, a ona sama spada na mnie jak grom, przy codziennym sprzątaniu naczyń z biurka. widzę jeszcze wiele niezapełnionych miejsc, zwłaszcza w rejonach moich reakcji i odpowiedzi.
uczysz mnie dorosłości
ucz dalej
notuję